No Proszę Państwa... Szok w Brazylii. Flavio Bolsonaro nie uznaje porażki w niedzielnych wyborach i razem z żoną i dwiema córkami udaje się na emigrację do Stanów Zjednoczonych.
Bolsonaro jest już w Miami, gdzie spotkał się ze swoim bratem Eduardo.
Przelot pomogła zorganizować administracja USA. Bolsonaro prawdopodobnie uzyska azyl polityczny w Stanac
Wróci kiedyś do Brazylii w glorii chwały?
Co z Ojcem, który przebywa w areszcie?
Sensacja w Brazylii. Kandydat trumpistowski ponosi porażkę w wyborach.
W jednych z (geopolitycznie) najważniejszych wyborów 2026 roku wygrywa niechętny Trumpowi Lula Da Silva, który w swoim przemówieniu inauguracyjnym atakuje (nie wprost) Stany Zjednoczone, mówiąc o tym, że "Brazylia nie będzie niczyim podwórkiem".
Nie zadziałała "Doktryna Donroe" zakładająca iż najważniejsza w amerykańskiej strategii bezpieczeństwa zachodnia hemisfera jest wyłączną strefą wpływów USA.
Lula będzie z pewnością kontynuował kurs na dalsze zbliżanie z BRICS i aktywność Brazylii w tej grupie
Zrozpaczony Flavio Bolsonaro (który po zwycięstwie chciał uwolnić swojego zamkniętego w więzieniu Ojca Jaira, nazywanego "tropikalnym Trumpem") kontestuje wynik wyborów (ale szanse na ich nieuznanie są niewielkie).
80-letni Lula wygrywa 51,7 do 48,3% (róznicą 4 mln głosów).
Pierwszy raz w historii Brazylii wygrywa kandydat, który przegrał I turę (co jest o tyle dziwne, że głosy pozostałych kandydatów wydawało się, że w większości przejdą na Bolsonaro, który zdobył w I turze 47% poparcie).
Dzień rozważań o przyszłości Polski i świata (bez większych konsekwencji, ale na terenie całego kraju) kończę w Krynicy na Wieczorze Małopolski przy muzyce Józefa Haydna (przypatrując się wynikom XVII edycji Nagrody Gospodarczej Województwa Małopolskiego).
Dziękuję Wszystkim śledzącym dzisiejsze relacje.
Dobrej Nocy.
Zaczęliśmy dyskusję o przyszłości świata (i G20) na @ForumKrynica z @IgorJanke @RGwiazdowski prof Stanisławem Mazurem, Waldemaren Zbytkiem.
Już w #Krynica
Kontynuujemy rozważania o przyszłości świata (w tym o G20) z przedstawicielami mediów.
Za chwilę dyskusja w Sali Balowej Starego Domu Zdrojowego.
Dzisiaj wybory w Izraelu.
Benjamin Netanjahu po 19 latach sprawowania urzędu premiera (z przerwami) powalczy o polityczne przetrwanie. Jego głównym rywalem jest Gadi Eisenkot, były szef izraelskiego sztabu generalnego. Sondaże pokazują wyrównaną rywalizację, a ostatecznie może zdecydować zdolność do zebrania większości w Knesecie.
Jest jednak pewna rzecz, która ginie w dyskusjach o tym, czy Netanjahu wygra, czy przegra.
Eisenkot nie jest pacyfistą. Nie proponuje Izraelczykom zasadniczego odejścia od twardej polityki. Przez lata kierował armią i również uznaje Iran za strategiczne zagrożenie dla egzystencji kraju.
Możliwa jest więc zmiana premiera, bez zmiany podstawowych założeń polityki wobec Teheranu.
Trump popiera Netanjahu. Ten z kolei sugerował w kampanii, że Amerykanie mogą ponownie działać przeciwko Iranowi, jeśli utrzyma władzę. Jak na wybory krajowe, dość interesujący sposób prowadzenia kampanii, bo w tle pojawia się możliwość kolejnej wojny regionalnej.
7,3 miliona Izraelczyków jest uprawnionych do głosowania. Lokale zamkną się wieczorem. Nie ma jeszcze wyniku i warto uważać z ogłaszaniem zwycięzców.
Możliwe scenariusze? Netanjahu zdoła utrzymać koalicję z radykalną prawicą. Eisenkot stworzy nowy rząd z ugrupowaniami centrowymi i prawicowymi. Albo żaden z nich nie zbierze większości, co przy izraelskim systemie wyborczym nie byłoby żadnym zaskoczeniem.
W każdym przypadku Iran pozostanie Iranem, Hamas Hamasem, a problem przyszłości Palestyńczyków nie zniknie po przeliczeniu głosów.
Może się zatem okazać, że dla regionu większe znaczenie od nazwiska nowego premiera będzie miało to, jak ułoży on relacje z Waszyngtonem. A zwłaszcza z Trumpem (który osądowi wyborczemu zostanie poddany w przyszły wtorek)...
Piękna polska złota jesień... Już drodze na Forum w #Krynica, gdzie (bez większych konsekwencji) porozmawiam o przyszłości świata, polityce międzynarodowej i G20.
Pozostańmy w kontakcie.
Polska Imperium Debat, 27 dzień Roku Pańskiego, Roku Pamiętnego 2026.
Będę mówił (bez konsekwencji) od rana do wieczora o przyszłości na świata na terenie całego kraj i jak to się mówi we współczesnym polskim "stay tuned".
Zaczynamy o 7 30 w Porannym Ringu Super Ekspresu z Karoliną Pajączkowską.
youtube.com/live/v4AAwDVPpr4…
Radek Pyffel retweeted
Iran wciąż groźny?
Trump przegrywa w Brazylii. Sensacyjne zwycięstwo Luli.
Wietnam piątym polskim strategicznym partnerem w Azji.
Zapraszam w wolnej chwili na Cyfrową Sicz:
youtu.be/X20_ssdz0tw
Tym razem i już za chwilę o przyszłości świata (bez większych konsekwencji) będę mówił w Onet Rano.
A tematy szykują się ciekawe. Brazylia, Azja, Europa i globalna szachownica...
Polecam, ale to nie wszystko na dziś już wkrótce kolejne rozmowy o przyszłości Polski i świata na terenie całego kraju.
Pozostańmy w kontakcie.
Polska Imperium Debat, 27 dzień Roku Pańskiego, Roku Pamiętnego 2026.
Będę mówił (bez konsekwencji) od rana do wieczora o przyszłości na świata na terenie całego kraj i jak to się mówi we współczesnym polskim "stay tuned".
Zaczynamy o 7 30 w Porannym Ringu Super Ekspresu z Karoliną Pajączkowską.
youtube.com/live/v4AAwDVPpr4…
Nie ma się co oszukiwać. Chiny wygrały w Brazylii. Wygrały najważniejsze wybory 2026 roku (poza amerykańskimi, które za tydzień).
To sensacja, dlatego że Amerykanie "umieją w wybory", a zwłaszcza wtedy kiedy chcą. A w Brazylii chcieli.
A jednak się nie udało i to musi zastanawiać.
"Doktryna Donroe" zakładająca, że zachodnia hemisfera jest wyłączną strefą wpływów USA wypaliła w Wenezueli i w Panamie. Ale nie w Brazylii...
Konsekwencje tej sensacji będą głębokie. Brazylia przyspieszy reorientację na Chiny. To kwestia czasu.
Lula wspomina o brazylijskim przemyśle, półprzewodnikach i metalach ziem rzadkich, ale rzeczywistość najbliższych kilku lat będzie zapewne taka, że Brazylia przyspieszy zacieśnianie relacji handlowych, technologicznych i inwestycyjnych z Chinami, utrzymując przy tym dużą aktywność w BRICS.
Pojawi się więcej chińskich inwestycji. Zwiększy się handel z Chinami, a Brazylia będzie mocno wchodzić w chiński ekosystem technologiczny. Przy tym tempie techno-rozwoju i rywalizacji amerykańsko-chińskiej 4 lata to wieczność i Brazylia AD 2030 może być zupełnie innym krajem w zupełnie innym miejscu.
To były bardzo ważne wybory z punktu widzenia nie tylko trampizmu i MAGA, ale USA.
Wydawało się, że wszystkie karty są w ręku, ale na końcu (a przynajmniej dziś rano czasu polskiego) okazało się że w kluczowym momencie Roku Pańskiego i Roku Pamiętnego 2026, Brazylia została (dla Waszyngtonu) utracona i na jakiś czas wypadła z gry.
Sensacja w Brazylii. Kandydat trumpistowski ponosi porażkę w wyborach.
W jednych z (geopolitycznie) najważniejszych wyborów 2026 roku wygrywa niechętny Trumpowi Lula Da Silva, który w swoim przemówieniu inauguracyjnym atakuje (nie wprost) Stany Zjednoczone, mówiąc o tym, że "Brazylia nie będzie niczyim podwórkiem".
Nie zadziałała "Doktryna Donroe" zakładająca iż najważniejsza w amerykańskiej strategii bezpieczeństwa zachodnia hemisfera jest wyłączną strefą wpływów USA.
Lula będzie z pewnością kontynuował kurs na dalsze zbliżanie z BRICS i aktywność Brazylii w tej grupie
Zrozpaczony Flavio Bolsonaro (który po zwycięstwie chciał uwolnić swojego zamkniętego w więzieniu Ojca Jaira, nazywanego "tropikalnym Trumpem") kontestuje wynik wyborów (ale szanse na ich nieuznanie są niewielkie).
80-letni Lula wygrywa 51,7 do 48,3% (róznicą 4 mln głosów).
Pierwszy raz w historii Brazylii wygrywa kandydat, który przegrał I turę (co jest o tyle dziwne, że głosy pozostałych kandydatów wydawało się, że w większości przejdą na Bolsonaro, który zdobył w I turze 47% poparcie).
Iran wciąż groźny?
Trump przegrywa w Brazylii. Sensacyjne zwycięstwo Luli.
Wietnam piątym polskim strategicznym partnerem w Azji.
Zapraszam w wolnej chwili na Cyfrową Sicz:
youtu.be/X20_ssdz0tw
Niemiecka ofensywa w Azji. Kanclerz Merz wyrusza z 5-dniową wizytą do Singapuru, Japonii i Korei, prezydent Steinmeier jest w Chinach.
No Proszę Państwa... wygląda na to, że wynik wyborów w Brazylii podzielił dzisiaj Polskę i już we wczesnych godzinach rannych rozpoczął w polskim internecie zaciekłą i bezlitosną, wirtualną wojnę która może potrwać nawet 24h (lub dłużej).
A to i tak jedynie rozgrzewka przed 3 listopada w Ameryce, gdy w Stanach zmierzą się ze sobą Republikanie i Demokraci.
To dopiero będzie wojna (bardzo zaangażowanego i zmobilizowanego społeczeństwa polskiego)na tweety, rolki, memy i przekazy...
Szykują się więc ciekawe wydarzenia nie tylko w światowej polityce, ale również w polskim życiu polityczno-społecznym.
Warto obserwować.
Sensacja w Brazylii. Kandydat trumpistowski ponosi porażkę w wyborach.
W jednych z (geopolitycznie) najważniejszych wyborów 2026 roku wygrywa niechętny Trumpowi Lula Da Silva, który w swoim przemówieniu inauguracyjnym atakuje (nie wprost) Stany Zjednoczone, mówiąc o tym, że "Brazylia nie będzie niczyim podwórkiem".
Nie zadziałała "Doktryna Donroe" zakładająca iż najważniejsza w amerykańskiej strategii bezpieczeństwa zachodnia hemisfera jest wyłączną strefą wpływów USA.
Lula będzie z pewnością kontynuował kurs na dalsze zbliżanie z BRICS i aktywność Brazylii w tej grupie
Zrozpaczony Flavio Bolsonaro (który po zwycięstwie chciał uwolnić swojego zamkniętego w więzieniu Ojca Jaira, nazywanego "tropikalnym Trumpem") kontestuje wynik wyborów (ale szanse na ich nieuznanie są niewielkie).
80-letni Lula wygrywa 51,7 do 48,3% (róznicą 4 mln głosów).
Pierwszy raz w historii Brazylii wygrywa kandydat, który przegrał I turę (co jest o tyle dziwne, że głosy pozostałych kandydatów wydawało się, że w większości przejdą na Bolsonaro, który zdobył w I turze 47% poparcie).
Polska i Wietnam podpisują strategiczne partnerstwo.
Tym samym Wietnam staje się 5 strategicznym partnerem Polski w Azji po Chinach, Indiach, Japonii i Korei.
Orban sekretarzem generalnym ONZ?
Według „Wall Street Journal” administracja Donalda Trumpa prowadzi rozmowy dotyczące wysunięcia Viktora Orbána na stanowisko sekretarza generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Były premier Węgier, który przegrał kwietniowe wybory parlamentarne, miałby zostać wspólnym kandydatem Stanów Zjednoczonych, Rosji i Chin, co oznaczałoby porozumienie trzech mocarstw w sprawie obsady jednego z najważniejszych stanowisk międzynarodowych.
Amerykański urzędnik cytowany przez dziennik twierdzi, że Orbán mógłby uzyskać poparcie co najmniej 8 spośród 15 członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, (a potencjalnie nawet dziesięciu, choć nie są to wyniki oficjalnego głosowania).
Do rekomendacji kandydata potrzeba minimum 9 głosów oraz braku weta któregokolwiek z 5 stałych członków Rady Bezpieczeństwa, w tym Francji i Wielkiej Brytanii (co chyba trudno sobie wyobrazić).
Orbán miał wstępnie zainteresować się propozycją, ale ostatecznej decyzji jeszcze nie podjął, a ewentualne ogłoszenie jego kandydatury rozważane jest po amerykańskich wyborach do Kongresu 3 listopada.
Obecny sekretarz generalny António Guterres kończy kadencję 31 grudnia tego roku, natomiast wśród oficjalnych kandydatek znajdują się między innymi Rebeca Grynspan z Kostaryki i Lana Nusseibeh ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Sensacja w Brazylii. Kandydat trumpistowski ponosi porażkę w wyborach.
W jednych z (geopolitycznie) najważniejszych wyborów 2026 roku wygrywa niechętny Trumpowi Lula Da Silva, który w swoim przemówieniu inauguracyjnym atakuje (nie wprost) Stany Zjednoczone, mówiąc o tym, że "Brazylia nie będzie niczyim podwórkiem".
Nie zadziałała "Doktryna Donroe" zakładająca iż najważniejsza w amerykańskiej strategii bezpieczeństwa zachodnia hemisfera jest wyłączną strefą wpływów USA.
Lula będzie z pewnością kontynuował kurs na dalsze zbliżanie z BRICS i aktywność Brazylii w tej grupie
Zrozpaczony Flavio Bolsonaro (który po zwycięstwie chciał uwolnić swojego zamkniętego w więzieniu Ojca Jaira, nazywanego "tropikalnym Trumpem") kontestuje wynik wyborów (ale szanse na ich nieuznanie są niewielkie).
80-letni Lula wygrywa 51,7 do 48,3% (róznicą 4 mln głosów).
Pierwszy raz w historii Brazylii wygrywa kandydat, który przegrał I turę (co jest o tyle dziwne, że głosy pozostałych kandydatów wydawało się, że w większości przejdą na Bolsonaro, który zdobył w I turze 47% poparcie).
Triumf Trumpa i trumpizmu w arcyważnych wyborach w Brazylii, które mogą się zakończyć wyprowadzeniem tego kraju z BRICS (tak jak wcześniej Argentyny).
To co prawda dopiero I tura, ale niespodziewanie wygrywa ją Flavio Bolsonaro stosunkiem 47% do 45% z urzędującym Lula Da Silvą.
Brazylijska prawica zdobywa również większość w parlamencie i jeśli Bolsonaro junior wygra II turę, prawdopodobnie dojdzie do "odwrócenia Brazylii" w kierunku USA.
A więc po 200 latach Doktryna Monroe 2.0 działa?
Kim Dzong Un wrócił z Chin po niespodziewanej wizycie w Dandongu.
Północnokoreański przywódca przekroczył nowo otwarty most łączący oba państwa, odwiedził miejsce upamiętniające wojnę koreańską i spotkał się z przedstawicielami chińskiego kierownictwa.
Niby krótka wizyta, ale jej znaczenie może wykraczać daleko poza symboliczny gest.
Mówimy o państwie, które przez lata pozostawało objęte bardzo szerokimi sankcjami międzynarodowymi, a jednocześnie rozwija program nuklearny i współpracę wojskową z Rosją.
Nie zmienia to faktu, że Chiny są najważniejszym partnerem gospodarczym Korei Północnej, a nowy most ma ułatwiać transport towarów, surowców i wyposażenia między oboma państwami.
Co ciekawe, Kim odwiedził również miejsce poświęcone chińskiemu udziałowi w wojnie koreańskiej, kiedy Pekin wspierał Pjongjang przeciwko siłom Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych.
A więc historia, gospodarka i polityka bezpieczeństwa w jednym wydarzeniu, a więc szerszy kontekst.
Rosja potrzebuje współpracy z Koreą Północną w związku z wojną przeciwko Ukrainie.
Chiny chcą utrzymywać wpływy w Pjongjangu.
Korea Północna może natomiast próbować korzystać z zainteresowania obu mocarstw (a nawet i trzech, bo (na razie niesatysfakcjonujące) oferty składa także Donald Trump).
Czy Kim będzie zwiększał własne pole manewru, rozwijając równocześnie relacje z Moskwą i Pekinem (a nawet z Waszyngtonem)?
Trump chce ponownie spotkać się z Kim Dzong Unem, ale Korea Północna nie odpowiada na amerykańskie propozycje.
Według 5 informatorów (niechętnemu Trumpowi) Reutersa szanse na spotkanie przywódców USA i Korei Północnej jeszcze w tym roku maleją.
Waszyngton liczył na rozmowy przy okazji listopadowego szczytu APEC w Chinach, jednak Pjongjang nie potwierdził zainteresowania takim rozwiązaniem.
I tu pochylmy się nad pewnym paradoksem: Trump podczas swojej pierwszej prezydentury trzykrotnie spotykał się z Kimem.
Były historyczne fotografie, deklaracje o nowych relacjach i próby porozumienia dotyczącego północnokoreańskiego programu jądrowego.
Tyle że ostatecznie nie doprowadziło to do likwidacji północnokoreańskiego arsenału nuklearnego.
A dzisiaj sytuacja wygląda inaczej.
Korea Północna posiada coraz bardziej rozbudowane zdolności rakietowe, rozwija współpracę wojskową z Rosją i cały czas utrzymuje strategiczne znaczenie dla Chin.
Kim nie musi więc traktować dialogu z Waszyngtonem jako jedynej możliwości poprawy własnej pozycji międzynarodowej.
Co więcej, Pjongjang sygnalizował wcześniej, że ewentualne rozmowy mogą wymagać "daleko idących ustępstw, w tym dotyczących sankcji".
Czy Trump będzie gotowy zaoferować Korei Północnej korzyści gospodarcze w zamian za ograniczenie części programu nuklearnego?
A może Kim uzna, że bardziej opłaca mu się kontynuować współpracę z Moskwą (utrzymując poprawne relacje z Pekinem), zamiast podejmować kolejną próbę porozumienia z Amerykanami?
Z polskiej perspektywy (wszystkich ośrodków polityki zagranicznej) jest to istotna sprawa przede wszystkim z powodu współpracy wojskowej Rosji z Koreą Północną.
Pjongjang stał się istotnym uczestnikiem szerszego systemu wsparcia rosyjskich zdolności prowadzenia wojny przeciwko Ukrainie.
Czy ewentualne porozumienie USA z Kimem mogłoby ograniczyć tę współpracę?
Na razie nie ma nawet uzgodnionego spotkania.
I być może właśnie to najlepiej pokazuje, jak bardzo zmieniła się dziś pozycja Korei Północnej.
Jeszcze kilka lat temu samo spotkanie z amerykańskim prezydentem było dla Pjongjangu ogromnym sukcesem dyplomatycznym.
Dzisiaj Kim milczy.
Dlaczego milczy?
Bo może (lub uważa, że może).
Elon Musk przyznaje, że SpaceX ograniczył działanie Starlinka na Ukrainie.
Według miliardera ukraińskie wojsko miało naruszać warunki korzystania z sieci i "wykorzystywać cywilną usługę satelitarną do ataków i operacji dronowych".
Teraz łączność została przywrócona, ale cały incydent pokazał ciekawy (i poważny) problem.
Kto sponsoruje i rzeczywiście kontroluje technologie, od których zależy prowadzenie współczesnej wojny?
Ukraińcy mogą posiadać własne drony, systemy uzbrojenia i wyszkolonych operatorów, ale jeżeli łączność pozostaje zależna od zagranicznych sponsorów, takich jak Polska i amerykańskiego dostawcy, to ewentualne zmiany zasad korzystania z usługi mogą zakłócić prowadzenie operacji (nie tylko atakujących Rosję, ale również obronę).
Z Polską która łoży na Starlinki, nie powinno być problemu, (zwłaszcza, że polityka PL w tej sprawie się nie zmienia, a Ukraina dodatkowo przyznała ostatnio maksymalną notę polskiemu wykonawcy na dziecięcej Eurowizji, co napewno znacznie poprawi nastroje w PL).
Z USA gdzie trwa kampania wyborcza (i gdzie coraz częściej walczą ze sobą różne frakcje), może być jednak nieco trudniej.
Co ciekawe, Musk rozróżnia cywilnego Starlinka i wojskowy Starshield, wskazując, że w przypadku tego drugiego istotną rolę odgrywa amerykański rząd.
Pojawia się więc nie tylko pytanie o działalność prywatnej firmy, ale również o zależności między biznesem technologicznym, Pentagonem i polityką Białego Domu.
Trump naciska na Ukrainę w sprawie negocjacji z Rosją, a Kijów domaga się przewidywalnego wsparcia. Tym samym system komunikacyjny, który ma znaczenie dla prowadzenia działań wojskowych, staje się elementem międzynarodowego sporu.
Oczywiście wielu komentatorów uspokaja i zapewnia, że sytuacja ta nie odnosi się do Polski.
Kupujemy amerykańskie uzbrojenie, rozwijamy zaawansowane systemy łączności, inwestujemy w cyfryzację sił zbrojnych i nawet jeśli nie posiadamy wystarczającej kontroli nad oprogramowaniem, dostępem do danych i zasadami działania kluczowych systemów, to nikt nie wyobraża sobie, że Ameryka mogłaby wobec Polski zachować się tak jak wobec Ukrainy.
Ale chyba najlepiej byłoby gdybyśmy nie musieli tego sprawdzać.
Radek Pyffel retweeted
Chiny rządzą metalami ziem rzadkich i światowymi łańcuchami dostaw (i produkcji)?
USA (i reszta świata) ma problem?
Zapraszam na Gospodarcze Morza i Lądy:
youtu.be/BbATxG6Wbcc


























